wtorek, 14 marca 2017

jeden: na kolanach

poczuj to w kościach
potrzebę czegoś więcej
im dłużej i bardziej czekasz
tym mocniej cię pali


*

Innsbruck, 25 kwietnia 2016

- Halo?
Pokój był pogrążony w półmroku. Jedynie przez lekko uchylone okno wpadało do niego odrobinę światła w postaci rzucanych na sufit pasów. Z tego samego źródła docierały dźwięki późnego, tyrolskiego poranka – świergot ptaków, szelest poruszanych przez wiatr drzew, szum S-Bahna. Powietrze było rześkie i opadało na zmiętą pościel, pośród której Gregor Schlierenzauer walczył sam ze sobą o kolejny dzień.
- Hej, dzwonię, żeby sprawdzić czy już wstałeś?
Stłumione westchnięcie ugrzęzło pod żebrami, wywołując krótkie, bolesne ukłucie, a obojętne spojrzenie objęło zasunięte rolety i porozrzucane ubrania.
- Tak… Tak, przed chwilą.
- Wszystko w porządku?
- Widzieliśmy się wczoraj wieczorem.
- Wiem, ale wolałam się upewnić, czy niczego nie potrzebujesz.
- Jest okej.
Cisza po drugiej stronie, jakże wymowna, zdawała się być wystarczającą odpowiedzią na narastającą wątpliwość w wiarygodność ciągle powtarzanego kłamstwa. Świadomość, że próbuje oszukać zdecydowanie niewłaściwą osobę przybierała na sile…
- Nawet gdyby nie było, to i tak nie powiedziałbyś mi o tym.
… i wzmagała irytację kolejnym, choć tak niewielkim niepowodzeniem.
- Naprawdę chcesz teraz o tym rozmawiać? Za dwie godziny jadę na rehabilitację, a chciałbym przed tym jeszcze wziąć prysznic i coś zjeść. O, a przede wszystkim chciałbym się nie denerwować, więc gdybyś mogła…
- Po prostu martwię się o ciebie.
I już, zniknął. W miejscu gwałtownego gniewu, wywołanego nadopiekuńczością, pojawiło się poczucie wstydu. Bo to przecież troska. To wszystko to zwyczajna troska, którą jest już zmęczony.
- Poradzę sobie…
- Gregor…
- … ze wszystkim.
- Ale…
- Zadzwonię wieczorem.
- Nie zadzwonisz.
- Na razie, mamo.
Odrzucił komórkę na łóżko, a jego ciche westchnięcie odbiło się od ścian, pośród których znajdował się tylko on i nikt więcej. Gdy po raz pierwszy tego ranka otworzył oczy, poczuł ulgę, za którą zdecydowanie powinien mieć do siebie pretensje. Ale nie ma. Z wdzięcznością przyjął swoją samotność. Długo czekał na ten moment. Od tygodni pragnął w końcu obudzić się we własnym łóżku i słyszeć jedynie niezmąconą pytaniami o jego potrzeby, ani wyrazami współczucia ciszę.
Został sam. Nareszcie sam. Sam ze sobą i każdą swoją porażką.
Poczuł lekkie ukłucie w prawym kolanie. Automatyczna reakcja na wspomnienie tamtego marcowego południa wciąż pozostaje niezmienna – w ustach pojawia się gorzki posmak, żołądek kurczy się, a mięśnie ulegają nagłemu napięciu. Minął ponad miesiąc, a on wciąż nie potrafi na chłodno ocenić, co tak właściwie się wydarzyło. I dlaczego właśnie jemu?
Nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Ani na to, co tak właściwie stało się z jego życiem?
I kiedy się pogubił?
Czy to było tamtego wrześniowego wieczora, gdy wśród tych samych ścian padło wiele zbyt gorzkich słów? Czy podczas ostatniego konkursu, gdy po raz pierwszy w życiu poczuł, że nie chce skoczyć? A może wtedy, gdy leżąc w śniegu i krzycząc z bólu, widział pod zaciśniętymi powiekami morze falujących czerwono-białych flag i wydawało mu się, że już nigdy więcej ich nie ujrzy?
Jak to się stało, że człowiek, który potencjalnie miał wszystko, nagle został z pustymi rękoma?
Odrzucił kołdrę oraz wszystkie te pytania na bok. Dotknął stopami chłodnych paneli, obrzucając niechętnym spojrzeniem zabliźniające się kolano i mocno zacisnął palce na materacu. Przymknął powieki, na chwilę cofając się o już niemal cztery miesiące do Bergisel; do momentu, w którym ostatni raz siedział na belce startowej i przygotowywał się do skoku. Wtedy jeszcze nie wiedział. Gdy spoglądał z góry na trybuny wypełnione pobudzonymi jego pojawieniem się kibicami, nie przypuszczał, że za chwilę to wszystko tak po prostu się zakończy; że poczuje, że już nie należy do tego świata; że coś, czemu poświęcił całe życie, przestało mieć aż tak wielkie znaczenie.
Wypychany w cień, postanowił sam wykonać ostatni krok. Schował się przed blaskiem, w którym ogrzewali się jego koledzy i po prostu zniknął. Z początku był zadowolony z tej decyzji. Nie męczył się słabymi skokami, nie patrzył z boku na sukcesy chłopaków, nie robił dobrej miny do złej gry przed kamerami. Bezpośrednio nic nie ciągnęło go w dół. Mógł odpocząć, znaleźć czas dla najbliższych, a zwłaszcza dla samego siebie. Wydawało się, że przedwczesne zakończenie sezonu przynosi oczekiwane efekty. Może jedynie zbyt dużo myślał o tym, o czym treningi i wyjazdy pozwalały mu zapomnieć. Ale poza tym było okej. Bardzo powoli czuł, że wraca do siebie.
A potem doszło do wypadku. W chwili, w której dotarło do niego co się stało, uznał to za wredny chichot losu. Nawet zaśmiał się razem z nim, nie wierząc we własne cholerne szczęście. Chciał przerwy? To ją dostał – w pakiecie z najtrudniejszym z możliwych powrotów. To próba, to pieprzona próba, myślał o tym niemal każdego dnia. Nie potrafił tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest w stanie ją przejść? I czy właściwie chce to zrobić?
Nie wiedział.
Dlatego każdy poranek był tak cholernie trudny. Wstanie z łóżka kosztowało ogrom wysiłku, a spojrzenie w lustro kończyło się pełnym niechęci dla własnego odbicia grymasem.
Zgubił motywację.
A przy okazji samego siebie.
Znowu.
Ale mimo wszystko próbował, choćby po to, aby nie musieć okłamywać własnej matki.
Wstał i powolnym krokiem skierował się do wyjścia z pokoju, omijając oparte o ścianę kule. Wziął szybki, pobudzający prysznic, starając się umknąć nachodzącym go przemyśleniom. Zawiązał ręcznik wokół pasa i przetarł zaparowane lustro, komentując swoje odbicie lekceważącym prychnięciem. Naiwnie łudził się, że w końcu ujrzy w nim faceta, który wie, czego chce; że ujrzy dawnego siebie.
Póki co musi znosić widok porażki.
Powrót do swojego mieszkania miał być również powrotem do względnej normalności. Właśnie tak nazywał stan, w którym polegał tylko na samym sobie. Miesiąc po operacji, który spędził w rodzinnym domu pod opieką rodziców, Lukasa i często odwiedzającej ich Glorii początkowo miał pomóc mu oswoić się z sytuacją. Skłamałby mówiąc, że efekty były zupełnie odwrotne od oczekiwań. W tamtej chwili to właśnie rodziny i ich wsparcia potrzebował najbardziej. Ale z czasem zaczął czuć zmęczenie, dusił się otaczany przesadną opieką i miał dość bycia traktowanym jak jajko. Nie odnajdywał spokoju w ciągłych próbach porozmawiania o zakończonym związku, czy pytaniach o to, co dalej. Potrzebował przestrzeni. Potrzebował być sam.
Muszę żyć dalej, powiedział, nie pozwalając mamie na kolejne próby przekonania go, że to za wcześnie. Ale wiedział, że im dłużej by zwlekał, tym trudniej byłoby mu na nowo wtopić się w rzeczywistość.
I po prostu być.
Wszedł do kuchni, włączył radio, nastawił ekspres, podniósł roletę i jak zawsze od razu spojrzał w niebo – błękitne, choć pokryte gęstymi, niezwiastującymi deszcz obłokami. Kilka, jakże prozaicznych czynności, wykonywanych przez niego każdego ranka w tej samej kolejności sprawiło, że poczuł delikatne uszczypnięcie satysfakcji. Minimalnie uniósł lewy kącik ust i otworzył okno na oścież, wpuszczając do mieszkania świeże, kwietniowe powietrze.
Nie przewidywał dobrego dnia, choć pogoda zdecydowanie wprawiała w pozytywny nastrój, a w radiu leciała jakaś żwawa piosenka, która zapewnie będzie chodzić za nim i irytować go aż do wieczora. Zdecydowanie znalazł się w takim punkcie swojego życia, w którym nie liczy już na nic. No, może poza kawą, której zdecydowanie potrzebował.
Otworzył szafkę nad blatem z zamiarem wyciągnięcia ulubionej filiżanki i od razu się skrzywił. Ewidentnie widać, że pani Schlierenzauer poproszona o przywiezienie synowi-rekonwalescentowi kilku rzeczy z jego mieszkania, nie mogła powstrzymać się od gruntownego wysprzątania go. Może oboje mają obsesję na punkcie kurzu, ale wywracanie całej zawartości kuchennych szafek z naczyniami zdecydowanie podchodzi pod wszelkie granice. A czarna filiżanka zawsze stała na samym brzegu z prawej strony!
Okej, może i ja mam coś nie tak z garem?
Westchnął i sięgnął na koniec półki, gdzie dojrzał mniejsze naczynia. Pochwalenie dnia przed zachodem słońca wyszło mu na dobre, bo trzymany w dłoni kubek zdecydowanie nie należał do niego, przy czym przywrócił złe wspomnienia, wypełniając jego klatkę piersiową ogromnym żalem.
A był niemal pewien, że pozbył się wszystkich jej rzeczy.
Jeszcze przez kilka chwil wpatrywał się w obracany w dłoniach błękitny kubek z ręcznie malowanymi pawiami i jej imieniem na uchu. Lubiła go. Przywiózł go z Japonii, kupując go w ostatniej chwili w strefie bezcłowej jako pamiątkę z kolejnego dalekiego wyjazdu. Czuł, że narazi się tą tandetą, ale jak się okazało – była nim zachwycona. Nie pamiętał dlaczego zostawiła go w jego mieszkaniu, ale zawsze piła tylko z niego. Miało to jakiś swój urok.
I jak każdy urok minął, więc…
… więc wyrzucił go przez okno.
CHWILA!
Często zdarzało mu się robić coś pod wpływem impulsu lub w absolutnym zamyśleniu. Nie raz łapał się na tym, że idzie gdzieś, ale tak właściwie nie wie gdzie, albo słucha 50 Centa, choć nie znosi rapu. Ale to?!
Przechylony przez parapet jedynie stęknął boleśnie na widok kubka, a raczej tego, co z niego pozostało po pokonaniu odległości czterech pięter. Na szczęście nikogo nie zabił, zatem mógł mieć jedynie nadzieję, że również nikt tego nie widział. Szybko się schował, zamknął okno i udał, że do niczego nie zaszło. Akurat w nieprzyznawaniu się do winy jest całkiem niezły.
Podkręcił głośność radia, przelał kawę do pierwszej lepszej filiżanki i zaczął przygotowywać śniadanie. Ot tak, po prostu, jednocześnie próbując wyprzeć z pamięci wszelkie wspomnienia z idiotycznym kubkiem. Bo dlaczego miałby zaprzątać nim sobie głowę? Szło dobrze. Naprawdę dobrze. Zdążył zrobić ciasto na naleśniki, poczekać aż nieco odstoi, wysłuchać wiadomości i dolać sobie kawy.
N i e   m y ś l a ł.
A potem usłyszał pukanie do drzwi.
Szurając klapkami przeszedł do przedpokoju z filiżanką w dłoni, przekręcił wszystkie zamki i nacisnął na klamkę. A gdy zobaczył stojącą za progiem jego mieszkania postać… opluł kawą jej mundur.
- Stary, nie uwierzysz, ale to mi się kiedyś śniło.
Andreas Kofler nie wyglądał na jakkolwiek poruszanego wywołaną u Gregora reakcją. Przymknął oczy i pierw głęboko westchnął, by po chwili wyciągnąć z kieszeni spodni chusteczkę i otrzeć połyskujący na piersi znaczek ze swoim nazwiskiem.
- Schlebiasz mi, Schlierenzauer, ale mam nadzieję, że w tym śnie powód mojej wizyty był mniej… idiotyczny. – Andi posłał mu bardzo znaczące spojrzenie, które w swoim życiu Gregor widział już setki razy. Zbyt wiele czasu ze sobą spędzili i zbyt wiele głupot miał na swym koncie, by nie znać tego politowania w koflerowych oczach. – To twoje? – Brunet uniósł dłoń, w której trzymał fragment nieszczęsnego kubka. Konkretnie jego ucho. Wymalowane na nim imię odpowiedziało za Schlierenzauera, więc Andreas po prostu pokręcił głową i wszedł do mieszkania.
- Cześć, ciebie też miło widzieć, u mnie wszystko w porządku, wczoraj w końcu wróciłem do siebie, a rehabilitacja póki co idzie dobrze. Dzięki, że wpadłeś, świetnie się gadało, pa?
Ewidentnie Kofler wcale nie zamierzał się pożegnać. Usiadł w kuchni na stołku barowym i spojrzał na Gregora z ogromnym rozbawieniem. Wiedząc, że jest na przegranej pozycji, Schlierenzauer wywrócił oczami i zamknął drzwi.
Ostatni raz widzieli się… po felernym konkursie na Bergisel. Nawet nie pamiętał, czy zamienili ze sobą choćby zdanie. Od tamtej pory właściwie nie mieli kontaktu. Aż tu proszę! Pojawił się w progu jego mieszkania jako strażnik prawa i zapewne zaraz zacznie recytować wszystkie paragrafy, które ten nagiął.
- Dostaliśmy zgłoszenie o niezidentyfikowanych przedmiotach wylatując przez okno na czwartym piętrze, ze wskazaniem na konkretnego sprawcę. Chyba sam rozumiesz, że nie mogłem przegapić takiej okazji i musiałem osobiście sprawdzić, co też strzeliło ci do łba.
- Niech zgadnę… Typiara spod piątki?
- Gdyby urządzono konkurs „kto nienawidzi Schlierenzauera najbardziej na świecie?”, z całą pewnością by go wygrała.
Czyli jeszcze nie umarła.
Stara ropucha, będąca największym utrapieniem wszystkich lokatorów, ma to do siebie, że nigdy nie śpi. Zawsze wszystko widzi i wszystko słyszy, choć sama prawie w ogóle nie opuszcza swojego mieszkania. Odkąd wprowadziła się tuż pod Gregorem, jest prawdziwym utrapieniem mieszkańców apartamentowca, ale to w Schlierenzauerze od początku upatrzyła swoją ulubioną ofiarę. Tylko, że on nigdy nie traktował jej jako problemu. Twierdząc, że uznałaby to za komplement, wolał nazwać ją jednym ze swoich największych wyzwań. Jako jedyny miał odwagę otworzyć ogień przeciwko niej i zamiast ofiarą, stał się wrogiem numer jeden.
I tak ich mała wojenka trwa już od kilku lat.
- Ja i Rita to dość burzliwy romans.
Rita ma ze sto lat, spory majątek, o którym plotkuje całe osiedle i wnerwiającego małego yorka, będącego zazwyczaj jedynym źródłem dźwięku w spokojnej dzielnicy Innsbrucka. Swoją drogą jeszcze go dziś nie słyszał…
O Najwyższy, wysłuchałeś mnie!
- Nazywaj to jak chcesz, tylko błagam, nie próbuj tego na niej, okej? – Kofler kiwnął na odłożone na blat ucho od kubka i tym razem posłał Gregorowi już poważne spojrzenie. – No więc? Jak leci? Poza wyrzucanymi przez okno pamiątkami po byłych.
- Kawy się napijesz? Naleśniora zjesz? Masz szczęście, trafiłeś idealnie na śniadanie.
- Gregor.
- Z owocami ci zrobię. No przecież wiem, że lubisz.
- Gregor.
- Spokojnie, dietetyczne i bez glutenu, przecież nie pozwolę ci utyć!
- Schlierenzauer, odstaw tę pierdoloną patelnię i siadaj na dupie.
To musiało podziałać.
Kofler nie zwykł używać takiego języka. Jego wulgarność zazwyczaj kończyła się na ‘cholerze’ i prośbie o pocałowanie go w ‘zad’. Dlatego też na dźwięk tak stanowczych słów, Gregor posłusznie wykonał rozkaz i nieco zszokowany usiadł naprzeciwko niego.
- Tak, sierżancie?
Andi westchnął, spoglądając na szatyna ze swego rodzaju zmartwieniem. Niby nic nowego w kwestii Koflera, zawsze przejawiał jakąś dziwną troskę o wszystkich dookoła, poza samym sobą. Ale w przypadku Gregora zazwyczaj chodziło też o coś innego. I to ‘coś innego’ Schlierenzauer czuje właśnie w tej chwili.
- Trzymasz się?
Gregor wzruszył ramionami. Gdyby dostał pięćdziesiąt centów za każdym razem, gdy słyszał to pytanie, uzbierałby na duży obiad dla dwojga w najdroższej restauracji w Innsbrucku.
- Jak widać.
- No właśnie chodzi o to, że nie widać tego wcale.
- Masz odpowiedź – odprychnął, co Andi skomentował sceptycznym uniesieniem brwi. – Och, daj spokój, Kofler, nagle sobie o mnie przypomniałeś.
- Przecież prosiłeś o spokój, tak? Po Bergisel jasno dałeś wszystkim do zrozumienia, aby się od ciebie odpieprzono. Dostałeś to, co chciałeś. Nie miej teraz żadnych pretensji.
- Ależ ja nie mam żadnych pretensji! Ale jak słusznie zauważyłeś to było PO Bergisel. Nie, żeby coś, ale od tamtej pory dwa razy pokrojono mi kolano i wszystko stanęło pod trzy razy większym znakiem zapytania – zauważył Gregor i podsunął Andreasowi kubek z czarną kawą. – Mleczysz? Bo nie pamiętam.
- Nie zachowuj się jak księżniczka, której nagle atencja przestała się zgadzać – odparł nieco lekceważąco starszy ze skoczków, gestem dłoni odmawiając mleka machającemu kartonem Gregowi. – Każdy uznał, że lepiej będzie trzymać się od ciebie z dala i nie prowokować pytaniami o to, czy wszystko okej.
- Każdy? – powtórzył kpiąco Gregor. – Didl przysłał mi kartkę z trzema świniami, które życzą szybkiego powrotu do zdrowia. Pomijam literówkę w nazwisku, ale to doceniam, bo kto by pomyślał, że stać go na taki gest? I nie wiem, ile było w tym ingerencji Neli, ale nawet pieprzony Morgenstern napisał mi głupiego sms-a. Mógłbyś się bardziej wysilić?
Kofler wywrócił oczami i podrzucił rękoma.
- Czyli kryzys w tym związku to jednak moja wina?
- Cieszę się, że sam do tego dotarłeś.
Trzeba było przyznać, że różnie między nimi bywało, ale mimo to mieli wiele wspólnych, całkiem niezłych momentów. Zdziałali razem sporo dobrego zarówno sportowo, jak i towarzysko. Choć wchodząc do reprezentacji jako kompletny szczyl, nie wierzył, że przyjaźnie w kadrze takiej jak austriacka są możliwe, z czasem zmienił pogląd. Właściwie czas zmienił o wiele więcej, niż kiedykolwiek by się tego spodziewał, w tym jego relację z Koflerem.
Poza tym odkąd ze starego składu pozostali tylko oni dwaj… cóż, w jakiś sposób odczuwa, że w kadrze Andi jest ostatnim elementem przeszłości, która w jakiś sposób należała do nich obu.
I wtedy w Gregora uderzyła świadomość, że przecież obaj jadą na tym wózku. Z tego co wiedział, Andreas również przedwcześnie zakończył fatalnie układający się sezon.
- A ty? – Popatrzył niepewnie na bruneta, który posłał mu uważne spojrzenie. – Wiesz, co dalej?
- Co dalej? Dalej, Gregor, to toczy się życie. Za pół roku zacznie się nowy sezon, nie ma czasu myśleć o tym, co było.
I już? To takie proste? Po prostu nie myśleć o przeszłości i iść do przodu, tak? Wystarczy utarty frazes i naiwna wiara w lepsze jutro, aby przejść przez piekło?
- Pieprzenie.
- Może dla ciebie. Każdy wierzy w to, w czym widzi jakiś sens, prawda?
Prychnął, kręcąc głową z politowaniem.
- Gdyby nie ta przeszłość, nie byłoby nas w tym miejscu, w którym jesteśmy teraz.
- I może właśnie tu tkwi klucz do dalszego działania? Pomyśl nad tym. Sposobów na podniesienie się po porażce jest wiele. – Andi posłał mu pogodny uśmiech i zsunął się z krzesła, sygnalizując koniec swojej wizyty. – A to, że nigdy nie zaznałeś jej aż tak boleśnie nie oznacza, że nie wiesz, jak sobie z nią poradzić. Cierpliwości, Schlierenzauer. Zawsze ci jej brakowało.
- Obrażasz mnie w moim własnym domu?
Kofler w odpowiedzi posłał mu tylko zgryźliwy uśmiech.
- Zwijam się. Uznajmy, że puściłem ci taką pogadankę, po której dziesięć razy się zastanowisz choćby nad deptaniem trawnika, okej? A następnym razem jak znajdziesz coś po Sandrze, to po prostu jak każdy cywilizowany człowiek użyj kosza na śmieci.
- Ognisko w mieszkaniu też odpada? – spytał Gregor, ale widząc miną Andiego skapitulował i uniósł ręce w geście obronnym. – Nie było pytania. Chodź, odprowadzę cię na dół.
Wyszli przed apartamentowiec, gdzie Kofler zaparkował policyjny motor. Gregor zagwizdał, przyglądając się maszynie i kiwając głową z uznaniem.
- Klawego masz kuca, sierżancie. Dasz się kiedyś nim przyjechać?
- Po moim trupie – odpowiedział Andi, przekładając nogę przez pojazd.
- Spoko, będzie większa satysfakcja.
Andreas posłał mu jeszcze jedno, pełne politowania spojrzenie, po czym pokręcił głową dla wyrażenia braku jakiegokolwiek zdumienia zachowaniem Schlierenzauera. Po tylu latach był już bardziej niż do niego przyzwyczajony.
- To jak? Dasz sobie radę?
- Obiecuję, że jak tylko wypłaczę w poduszkę wszystkie łzy, to wstanę i zacznę żyć w myśl zasady „nowe kolano, nowy ja”. – Zapewnił, na co Andi wywrócił oczami. – No dam, spoko! Nie zapominaj do kogo mówisz.
- Szczerze? Jeszcze dwa lata temu nie martwiłbym się o ciebie. Ale teraz mam co do tego pewne wątpliwości.
- Twoja troska autentycznie mnie poruszyła, Andi. A nie, czekaj, to chyba wczorajszy cheeseburger.
Kofler roześmiał się, co Gregorowi nawet udało się odwzajemnić krótkim uśmiechem.
- Muszę przyznać, że trochę brakowało mi twojej wrednej gęby.
- A mi twoich komplementów.
- Słuchaj, Schlierenzauer… - zaczął nagle Andreas, poważniejąc i wyglądając tak, jakby nie do końca wiedział jak powiedzieć to, co chodzi mu po głowie. Gregor uniósł w zainteresowaniu brwi. – Ogólnie przepraszam, że informuję cię w taki, a nie inny sposób, ale… Pobieramy się z Mirjam.
Pierwsza faza szoku minęła dość szybko. Wręcz bezboleśnie, choć nieco go cofnęło, przez co nieomal wylądował na latarni. Ale w drugiej uśpione wyrzuty sumienia kopnęły go w wątrobę i to już odczuł dość mocno.
- Łoł, stary… Gratulacje – wydukał, siląc się na uśmiech. – Po tylu latach… W końcu!
- Taaa. No i wiesz… Wpadnij może, co? Na ślub i na wesele. Oczywiście jeśli będziesz miał ochotę i czas na początku lipca.
Zakłopotanie Andreasa nasunęło jasne wnioski – nie uwzględniał Gregora w swoich planach. Prawdopodobnie nigdy nie wyobrażał sobie obecności Schlierenzauera podczas własnego ślubu, bo dlaczego miałby to robić? Byli kumplami z kadry. Nie w życiu.
- Okej – odparł bardziej pchnięty impulsem, niż jakąkolwiek chęcią. – Przecież nie mógłbym tego przegapić.
Andi uśmiechnął się ciepło i wyciągnął rękę w stronę Gregora, którą ten uścisnął. Pozwolił nawet objąć się po przyjacielsku i poklepać po plecach. Drobny, głupi gest, a tchnął w niego odrobinę spokoju.
- Będziemy w kontakcie?
- Wiesz, gdzie mnie szukać.
Gregor jeszcze długo stał i wpatrywał się w punkt, w którym zniknął Kofler. Cóż, może nie była to wizyta ani rozmowa, która odmieniłaby jego sposób patrzenia na sytuację, w jakiej się znalazł, ale z pewnością na długo zostanie mu w głowie. Bo kompletnie się tego nie spodziewał. I może właśnie dlatego poczuł niewielką wdzięczność wobec Andreasa za samo to, że po prostu zajął mu poranek i na chwilę pozwolił mu być tym Gregorem, którego lubił w sobie najbardziej.
Westchnął, ostatni raz spoglądając w stronę wyjazdu z osiedla i kierując się do drzwi. Mimowolnie uniósł głowę i wzrok, rejestrując poruszenie w oknie na trzecim piętrze. Uśmiechnął się pod nosem i wszedł do klatki.
Zmiany są całkiem okej.
Ale dobrze też czuć, że niektóre rzeczy pozostają te same.

*


Nie umiem. Ale chciałam jeszcze dziś. Co prawda krócej, bo bez jednej sceny, która miała pojawić się na końcu, ale… Ode mnie, dla Was. Naprawdę chcę dalej pisać.

26 komentarzy:

  1. Jaram się mocno, niczym Twoja skóra po zetknięciu z klatą Andiego <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
    jestem dumna, Emilka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, Emilka, jak mi tego brakowało <3 Kocham wgryzać się w każdy szczegół, który uchwycisz. Strasznie mi się to u Ciebie podoba- że dodając takie małe, osobno mało znaczące, ale nagromadzone wzmianki, potrafisz od razu wciągnąć do stworzonego przez siebie świata. Miałam wrażenie, jakbym stała obok Gregora leżącego w łóżku, albo co najmniej oglądała właśnie kolejne klatki filmu prosto z jego pokoju. Doskonale widziałam jego grymas bólu i każdy gest. A do tego doszły jeszcze te wszystkie Gregorowe przemyślenia. Nie będę ukrywać- ze mną i Gregorem jest trochę jak z dawnymi wrogami. Nie cierpiałam go w tym chwalebnym dla Austrii okresie, pełnym sukcesów, medali, złota. Po prostu nie cierpiałam. Może podobnie jak teraz pewnej wiewióry, albo i nawet mocniej, bo w końcu byłam młodsza i bardziej się angażowałam w takie sprawy. A potem owszem, było go szkoda, kiedy to wszystko jakoś mu się posypało. Tak zwyczajnie, po ludzku szkoda, ale nic więcej. Może potrafiłam tak na to spojrzeć przez Shattered? Może potrzebowałam jakiegoś ludzkiego pokazania Gregora, bez wpadania w żadną przesadę. A kiedy wrócił, to nawet się uśmiechnęłam. Ale generalnie wiesz- jest to dość specyficzna, trzymająca na dystans relacja. Dlatego tym bardziej ciekawi mnie wchodzenie w jego świat tutaj. Widać, że masz „rękę” do Gregora. To się czuje od razu, po kilku zdaniach. I właśnie te przemyślenia, o których zaczęłam mówić- mieć wszystko i zostać praktycznie z niczym. Upadlające uczucie. Jeszcze ta dosć na razie owiana tajemnicą sprawa z Sandrą. Tak jakby to skoki były tym czynnikiem, który trzymał w ryzach jego życie, dawał równowagę. A kiedy w nich zaczęło się psuć- automatycznie przerzuciło się to na wszystko inne. Ciekawa jestem, na ile ta moja teoria jest słuszna.
      No dobra, lubię tego twojego Gregora. Na razie jako postać czysto fikcyjną. Lubię to, że nie ma w nim żadnej przesady. Nie leży zachlany na łóżku, ani nie udaje, że nic się nie stało. Tu przeżywa, a za chwilę pod wpływem impulsu wyrzuca kubek za okno. Dobra, to głupie, ale spodobało mi się. Takie nieprzemyślane reakcje czasem pokazują, że nie zapomniało się o tej drugiej osobie tak, jak się wydawało. To wszystko nadal siedzi w Grzegorzu i dlatego coraz mocniej korci mnie, żeby dowiedzieć się powodów tego ich rozstania. Chyba, że konkretnego powodu nie było, a była jedynie reakcja złożona? To wtedy ciekawi mnie jej przebieg. O ile dobrze kojarzę, to Sandra i Gregor mieli dość długi staż i taki kawał życia nie może pozostać bez wpływu. Z drugiej strony podoba mi się też to, że nie zarzuciłaś nas od razu milionem informacji, tylko spokojnie to dawkujesz. Lubię to w Twoim pisaniu.

      Usuń
    2. Koflero :3 Sierżancie Koflero, co za miła wizyta. Służbowa, no ale przez to w mundurze, więc +100 do piękna. Ciekawa byłam tego, jak wyglądały relacje Grześka z chłopakami z kadry po wypadku i… sprawdziły się moje przewidywania- Pimpek jest jedynym prawym człowiekiem w tym zespole. Nie no, żartuję, ale naprawdę zapiszczałam sobie cichutko, kiedy zobaczyłam ten fragment z kartką ze świnkami <3 Kochany chrumek. A tak na poważnie- bo musisz być świadoma, że czasem nie będę mogła się powstrzymać i poleci jakiś mały hejcik na Grega- czego się spodziewał? Sam przyznał na początku, że potrzebował usunąć się z blasku, w którym grzali się chłopaki. Nie doceniać to, że nadszedł ich moment, nie cieszyć się z ich sukcesu, a samemu powoli się odbudowywać, tylko właśnie się usunąć. Jakby paliło go to, że nadeszło coś nowego. Że sukcesy nie skończyły się na nim. Jest to w pewien sposób zrozumiałe, jakkolwiek próbowałabym go tutaj skrytykować. Bo Gregor nie był kimś, kto osiągnął pojedynczy sukces (sorka, pimpuś), a potem patrzył z zazdrością na sukcesy innych. Sukces był trwałą częścią jego życia, napędzał go do bycia jeszcze lepszym. Coś może nawet na miarę uzależnienia. I może to wszystko jest zrozumiałe? Że chciał się odciąć? Tylko jeśli tak, to musiał się spodziewać tej samej taktyki z drugiej strony. Nawet mimo wypadku. Co mieli napisać? „hej, Gregor, przykro nam, że tak się stało, trzymaj się, pa”? Przecież wiadomo, że w takim momencie pocieszenia i zapewnienia, że będzie dobrze, tylko pogarszają sprawę. Ale Pimpek potrafił. Może zabrakło jedynie dobrych chęci. Może nie spodziewali się, że Gregor, który sam zadecydował o odłączeniu się, teraz będzie potrzebował ich wsparcia. Ech, pokręciłam to wszystko, ale mam nadzieję, że ogólna myśl jest czytelna. Ooooooo i jeszcze ten „pieprzony Morgenstern” xD nie wiem, dlaczego, ale zaśmiałam się przy tym zdaniu xD Bo to było takie…Gregorowe.
      Strasznie podobał mi się ten dialog z Koflerem. Ja w ogóle kocham Twoje dialogi i sądzę, że jesteś w nich mistrzynią. Jest całkowicie naturalnie. Sytuacja przecież niezbyt wesoła, można by pojechać samymi pretensjami i żalami, ale chyba wyszłoby sztucznie. Jakby kreowane na siłę. Na szczęście w zamian dostaliśmy jakby kolejny realny kadr z życia. Rozmowa pasująca do dwóch mających swoje zdanie facetów. Z docinkami, kontrami, których umiejętności pisania tak baaaaaaaardzo Ci zazdroszczę, Emilka.
      Na koniec chciałam jeszcze raz powiedzieć, że jestem z Ciebie mega dumna. Napisałaś ten rozdział mimo tego, że nie było Ci łatwo. I to jak napisałaś! Długość jak dla mnie była idealna, nie przegadana i nie natłoczona zbyt wieloma informacjami. Idealna na początek, na wprowadzanie nas do świata opowiadania. Czuć, że masz tutaj to coś, co przyciąga czytelników. Jesteś genialna w tym, co robisz. Po prostu. Nie daj sobie wmówić jakimś złośliwym chochlikom z tyłu głowy, kiedy nie wychodzi, że jest inaczej.
      Ściskam mocniutko! :*

      Usuń
  2. Kubek wyrzucił. Mój pajac. Mój ukochany pajac, paskuda, wredota, padalec i burak♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️♥️ To było najpiękniejsze na świecie. I to był on,najprawdziwszy on.
    Dobra,postaram się tu wrócić jak będę trochę mniej piszczeć (choć to raczej nie jest możliwe).
    Kocham to.
    A Ty ciągle masz TO COŚ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Jezus, Ems. Potrafię wzdychać do Grega, piszczeć do Grega... W hotkowaniu Grega jak trzynastolatka, też prawdę powiedziawszy nie jestem zła. Ale komentować Grega w cholerę nie umiem. Zwłaszcza twojego, który jest najprawdziwszy z prawdziwych. Tak jak rodzaj emocji, niesiony przez to opowiadanie. Wiem, że mnie przetyra, że będę mieć w oczach nieszczęsne łzy smutku, potem zmieniające się w mieszankę wzruszenia i śmiechu. I nie mam żadnych wątpliwości, że sama tego chce. Bo płacz nad historią znaczy, że ta historia żyje. Że ten świat już ciężko oderwać od naszego. I że to będzie dzieło, a nie fanfiction. Serio powinnaś zacząć myśleć o książce, ale to nie jest koniecznie tematem mojego komentarza. Więc teraz zbieram się w sobie, wyłączam nieludzką miłość do tego pana i skupiam się na treści. Którą i tak będę przeżywać jak cholera. Tak to jest, że najbardziej ruszają opowiadania o tym, którego kochamy najbardziej.
      Wybacz, iż tak często będę wrzucać wtręty o realnych wydarzeniach, ale to tak nieodwracalnie łączy się ze sobą.

      Zawsze myślałam co się z nim działo po tamtym sezonie. Wtedy gdy zniknął i przez trzy miesiące nie wrzucił jednego, marnego zdjęcia na portal społecznościowy. Były przecieki o tej pieprzonej Kanadzie, ale w zasadzie zapadł się jakby pod ziemię. Potem, już ten nowy, dojrzalszy, silniejszy i troszeczkę (bo wredoctwo nie umiera❤️) spokorniały Greg opowiedział nam o tym, ale to i tak nie oddawało uczuć tamtego, na którego nagle walił się świat, a on sam przestawał być niemożliwym do zastąpienia. I kurde... Tu właśnie weszła mistrzyni czytania życiorysów pogubionych true Autów. Bo przecież to musiało być właśnie tak. Dom, pościel, cholerna rehabilitacja, gorycz pozostała po Innsbrucku i Kanada, będąca jak to napisałaś (z tamtej perspektywy) pieprzonym, złośliwym chichotem losu. Zresztą zaraz jeszcze do niej wrócę.

      Trudno okazywać słabość, nawet przed najbliższymi ludźmi. Ta jego rozmowa z mamą idealnie to ukazała (kocham sposób, w jaki dbasz o wątki rodzinne, swoich opowiadań). Bohater narodowy, który w wieku 16 lat ośmieszał (cytując naszych komentatorów) wielkie gwiazdy i wszędzie było go pełno, leży bezradny na materacu, a jego rodzicielka pyta późnym przedpołudniem czy już wstał. Boli go, że nie potrafi kłamać. Przecież wiadomo, że stoi na rozstaju dróg i nie jest ok. Ale co może mu pomóc wywalenie z siebie tego wszystkiego i denerwowanie kobiety, która znając życie i macierzyńską nadopiekuńczość, byłaby u niego za pół godziny, gdyby tylko był choć odrobinkę mniej stanowczy?
      To kochane, że dzieci dla matek nigdy nie dorastają. A jednak w trudnych chwilach, kiedy potrzebujesz zamknąć się w sobie to może być trudne. Nie chcesz zranić kogoś, kto zna Cię jak nikt, z tym, iż jednocześnie masz w cholerę dość troski. I błędne koło się zamyka.
      Chciałam powiedzieć, że decyzja o nagłym odłożeniu słuchawki, to taki odnośnik do 'bądź milszy', ale to jednak dużo bardziej skomplikowane.

      Pewnie długo marzył o tej samotności. Przez lata, gdy kamery wchodziły mu wszędzie. I w Innsbrucku, kiedy chował się w boksie przed światem. Z tym, że cisza ma tą, zarówno dobrą jak i podłą cechę, że pozwala usłyszeć własne myśli. I pada odwieczne pytanie, co mogo pójść nie tak i kiedy wszystko runęło. Plus czy to co na skoczni, jest połączone z tym, co w życiu. Już w prologu, gdy padło, że pod Bergisel byli 'prawie wszyscy' można było zgadywać, iż poruszysz tu, rozdrapywany przez debilne, austriackie media wątek rozpadu jego związku. A teraz to się potwierdza. I widać, że ciągle go to boli. Bo ta miłość była jak zwycięstwa. Była od lat i stała się codziennością. Ciężko stracić coś co Cię buduje. On stracił dwie takie rzeczy. W przeciągu kilku miesięcy. Choćby nie wiem jak chciał, nieludzkie by było, gdyby z miejsca poczuł się po tym silny.

      Usuń
    2. Kanada. Moment, w którym właściwie niewiadomo czy śmiać się i płakać. On, jak to na złośliwego Grega przystało trochę ironizuje. Bo to wręcz niedorzeczne, że jak życie się na kogoś już uweźmie to nie przywali mu raz, a dobrze, tylko bedzie mu sterczeć nad głową. Niszcząc pewność siebie, która buduje jego charakter.
      'Powrót do swojego mieszkania miał być również powrotem do względnej normalności. Właśnie tak nazywał stan, w którym polegał tylko na samym sobie'. To jest ciekawe zdanie, które mówi dużo o życiu gwiazdy. Bo odnoszę wrażenie, że on tu nie porusza tylko wątku rodzinnej nadopiekuńczości po operacji, tylko myśli o całej swojej codzienności. Otaczało go setki ludzi. Dziennikarze, koledzy, fani, sztab będący do dyspozycji na każde jego skinięcie palcem... A jednak to wszystko musieli być ludzie obcy. Tacy, przed którymi nie możesz odsłonić wszystkich kart. Nawet gdy zdarzały się te pojedyncze osoby, faktycznie mu bliskie, to i przed nimi się nie otwierał do końca, bo zbyt wierzył chyba we własną moc i siłę. Tymczasem... O problemach się rozmawia, bo niewypowiedziane wgniatają w ziemię.

      No to teraz będzie już troszkę pisków, ochów, achów i reakcji zabronionych :P BO ON JEST TAK IDEALNIE BEZNADZIEJNY❤️❤️❤️ Te jego małe zwyczaje, układanie wszystkiego we właściwej kolejności, nienawiść do kurzu. To takie cudownie niemęskie. Co prawda mam złe skojarzenia z facetami, którzy  układają kosmetyki zgodnie z wielkością i tak dalej, ale w jego przypadku akurat to kupuję absolutnie. Obawiam się co prawda, że nie przeżyłby pięciu minut w moim pokoju, ale miałam pisać komentarz na temat. W każdym razie kubek wygrywa wszystko, choć trochę łamie serduszko tą jego niemożliwością pozbierania się po rozstaniu do kupy. Bo coś w tym jest. Chyba kluczowe i najważniejsze, żeby oszczędzić sobie łez, po zakończonym związku, byłoby pozbycie się drobiazgów. Bo te ważne, tak zwane przełomowe, podniosłe momenty, tak serio są u wszystkich schematyczne. To drobne banały, czynią jakąś relacje niepowtarzalną. I powodują, że potem mega boli. Ale dobra, teraz będzie radośniejszy fragment, więc nie smutamy. Piękne jest, że TO NIE JEST FACET. TYLKO GREGI. Bo jakby nie patrzeć, w takich sytuacjach są dwa narzucające się zachowania. Albo zamknięcie się w sobie i bycie małą kupką nieszczęść, albo alkohol, dzikie imprezy, panienki i pokazywanie 'jak bardzo mam ją w dupie'. A on nie popada w żadną skrajność. TYLKO W RAMACH SWOJEJ AKCJI BYCIA MILSZYM WYPIEPRZA KUBEK PRZEZ OKNO❤️ Dobrze, że nie trafił tej baby w głowę, bo nie odpuściłaby mu procesu i jeszcze bidotę paskudną o próbę morderstwa posądziła. A on się tylko niewinnie chciał pozbyć szkła z mieszkania.
      'Akurat w nieprzyznawaniu się do winy jest całkiem niezły'. Hmmm? To taki ogólny przytyk do wredoctwa, czy on nadal myśli o tym swoim związku i to sugestia, że przyczyną rozpadu nie było zwyczajne wypalenie, tylko coś tu narozrabiał'. W sumie ciekawi mnie jaką wersję tu wybierzesz, ale podałaś jeszcze zdecydowanie zbyt mało szczegółów, żebym mogła sobie gdybać :)

      Przyszedł pan policjant (on nie chciałby sobie poćwiczyć zakładania kajdanek, przyczepiając Srafta do kaloryfera, tuż przed konkursem? A Gregi mógłby wyrzucić kluczyki przez okno, skoro tak lubi xD). I zastanawiałam się po co takiego, ale w życiu nie pomyślałabym, że jest na służbie.

      Usuń
    3. Pozazdrościć Austriakom poziomu przestępczości w kraju, jeżeli funkcjonariusz publiczny ma czas jeździć do kubka. Musiała typiara spod piątki mocne argumenty, przez telefon przedstawić.
      Przestępcy powinni serio drżeć przed sierżantem Koflero. Nawet w odłamkach, które spadły z czwartego piętra, potrafi taki dowód 'zbrodni' znaleźć, że winny się nie wyprze. Gdyby tak pracował każdy policjant to żegnaj łamanie prawa! No ale sierżant jest jedyny taki dzielny.
      'Dzięki, że wpadłeś, świetnie się gadało pa'❤️ Mowiłam już jak bardzo kocham jego gościnność, czy jeszcze zapomniałam? No ale potem się zreflektował. Kawkę zaproponował i nawet własnoręcznie zrobiony naleśnik. Wzorowy gospodarz, nie można mu nic zarzucić :P
      'Czyli jeszcze nie umarła'❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️ To już było tak złośliwe, iż nie poradziłam już sobie, bez głośnego pisku.  I jeszcze podziękowanie Bogu, że zdechł york. Ems, za tą kreację, masz święte prawo ubiegać się o Nobla. To jest jedna z najpiękniejszych postaci literackich, które kiedykolwiek miałam radość poznać .
      Wątek starej wiedźmy nagabującej wezwaniami władzę, chyba odegra tu genialnie kosmiczną rolę (co ona zrobi, jak Didl przyjdzie na wizytę z prośkami? :P). I co tu nie gadać, miałaś mocny pierwowzor jej postaci, który sam się z nią utożsamił na tt xD A że dodałaś super cechy i zbudowałaś otoczkę w swoim stylu, to będzie śmiech pierwszej klasy. Oj kobito, sto lat żyjesz, ale zdecydowanie nie wiesz z kim zadarłaś. Choćbyś przeciągnęła drugie tyle, nie dasz rady być wredniejszą niż Gregi❤️ Ale nie ma baba swojego życia, że bidok wrócił dopiero co do domu, pogruchotany, a ta już? No chyba, że chce wyrwać pana sierżanta i dlatego gnębi lokatorów donosami:P Niech wredota się zemści i przekaże, że pan sierżant się żeni.
      Ale Koflero niechcący trafił w sedno. Paskuda równie mocno potrzebuje pomocnych ludzi dookoła, co ich sobie nie życzy.
      I kolejny atak beki BO PROSIEK:D Wysłał kartkę ze zdjęciem trzech kompletów raciczek!!! Sorry Koflero, ale nawet gdybyś chciał to tego nie przebijesz. No plus... Serio tylko JEDNA literówka w nazwisku? Boże, jak on dojrzewa, jaki robi się mądry i dojrzały. Myślę, że to początek drogi do męskości, którą zakończy bohaterskie wniesienie choinki po schodach:P
      I Morgonelki się pojawiły. Niby tylko w jednym, malutkim zdanku, ale wystarczy drobna wzmianka o nim, żeby mi się buzia śmiała. Ale bez nazwania Thomasa pieprzonym, by się nie dało, co moja mordo?❤️
      Przy fragmenciku o dwóch pozostałych punktach Austria Team, znowu się zrobiło smutno. Z tym, że Kofi ma dobre podejście. I znowu ma rację. Może on się na prokuratora powinien przerzucić, czytając w myślach podczas przesłuchań? Bo Greg nie umie przegrywać. Kiedyś przynajmniej stukał się po głowie, albo odmawiał złośliwie wywiadów i to mu dodawało energii. A teraz... Widać jak jest. Trochę pokory się niestety w życiu przydaje. Dodam, że w pieprzonym życiu, żeby było tak w jego stylu.
      Już widzę, jak użyje kosza na śmieci. Choćby miał zejść piętro niżej i wepchnąć jakąś pamiątkę do pyska psu wiedźmy, to nie zachowa się jak cywilizowany obywatel❤️❤️❤️ No ale jak sierżant, miałby mu mandat wypisać? Dobra, pewnie do tego też jeszcze dojdzie:P
      'Twoja troska autentycznie mnie poruszyła, Andi. A nie, czekaj, to chyba wczorajszy cheeseburger'. Matko Boska, tyś go tak wykreowała, że zaraz wsiądę w Polskiego Busa, pojadę na Bergisel i zatargam go przed pierwszy lepszy ołtarz. W sumie przy sławetnym cmentarzu jest najbliższy, to chyba nawet daleko nie będzie:P (Tak, zachowuję się poważnie xD).
      I całkiem poważnie chciałam Cię za jedną sprawę wyściskać, gdy czytałam scenę pod blokiem. Bo i ile Dojcze to patologiczne stado, w którym każdy opieprza każdego, a jednocześnie oddałby za niego życie, to nie widzę Autów jako psiapsiół. Po prostu coś takiego w opowiadaniu z miejsca mnie trochę zniechęca. I dlatego chwała Ci, że oprócz serdeczności, chęci pomocy i takiej ludzkiej troski o kogoś, kogo znamy tyle lat, zaznaczyłaś nutkę dystansu pomiędzy nimi.

      Usuń
    4. To, że są kolegami ze skoczni, ale w życiu niekoniecznie mieliby ochotę spędzać razem urlopy i chrzcić wzajemnie dzieci na swoją część. Kocham Cię za ten realizm.
      Ale sierżant jednak zaprosił wredotę na ślub, choć nigdy w życiu by tego nie przypuszczał. A skoro Gregi nie ma partnerki, to weźmie jako osobę towarzyszącą prośka! Dobra, pewnie już pozna główną bohaterkę do tego czasu, ale nie wyobrażam sobie wesela bez Didla imprezy. Może niech Morgonelki go jako przyzwoitkę zabiorą (ok, wiem, że działa zupełnie odwrotnie, ale Koflero ustalający listę gości nie musi o tym wiedzieć).
      I ta nadzieja w końcówce. Pięknie umiesz dawać nadzieję i przekazywać to w taki prosty sposób.

      Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i na bohaterkę. Mam nadzieję, że to będzie taka (odpowiednio wysoce wredna:P) kobita, której bez problemu będę chciała 'oddać' padalca. No chyba, że zaplanowałaś im inną relację, niż uczuciowa, bo to przecież też możliwe. W każdym razie jej imię do potworka pasuje idealnie. I niech mnie to opowiadanie za każdym razem rozpierza, rozwala i niszczy na maksa. Ale muszę je przeczytać.
      Buziak Ems:*

      PS. Damy radę uznać, iż poziom hotkowania w tym komentarzu, był względnie niski? :P
      Założę sobie samowolnie, że tak.
      PS2. Serio kiedyś przestanę. Pieprzyć w komentarzach, w sposób męczący i w połowie nie na temat, też przestanę xD

      Usuń
  3. Teraz mogę umierać szczęśliwa.. Mają cierpliwość i zaglądania tu codziennie od 20 stycznia zostały wynagrodzone.. Super, cudo, moje życie stało się lepsze. Pisze i plasze ze szczęścia a to bardzo dobry znak..

    OdpowiedzUsuń
  4. Że ty nie umiesz? A ty przypadkiem nie przechodziłaś pod oknem Grzesia,jak on ten kubek wydupił?
    Rozdział jest cuuuudownyyy! Nawet jeśli czegoś tam brakuje,to i tak jest świetnie!
    Jesteś wspaniała,kocham twój styl...
    Dobra,Monikieł, pogadałaś sobie...
    A tak poza tym, to wszystkiego najlepszego i dużo pięknych dzieci z Wellim :]
    Pozdrawiam,
    Monika Karolina xxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Emms.. No bo ja jestem w szoku. Wszystkie jesteśmy w szoku, no nie. Widzisz, bo kiedy jeszcze godzinę temu pisałam, że życzę ci weny, miałam w sobie cichą nadzieje, że za kilka tygodni/miesięcy dane mi będzie przeczytać coś twojego, bo odzyskasz to, czego tak bardzo poszukujesz, ale w najśmielszych snach nie marzyłam, że to będzie dzisiaj. GODZINĘ PÓŹNIEJ. Godzinę później będę zachwycać się, że ty to masz, potrafisz pisać najpiękniej, każdym słowem wbijasz w fotel i tylko błaga się o więcej. To niesamowity talent - wzbudzać radość, kiedy tekst jest przepełniony cierpieniem Gregora. Ten rozdział udowodnił mi, że to naprawdę będzie coś wielkiego. To będzie wspaniała historia i już nie mogę się doczekać aż nam ją zaprezentujesz, aż będziemy mogły czytać o tej ogromnej walce Gregora, o wyzwaniu, któremu musi podołać. Bo to był cholernie ciężki czas. Dla niego, jego bliskich, przyjaciół, kolegów z kadry i dla nas. Dla kibiców. To był okropny i wyniszczający czas. Moment, kiedy nie wiesz czy człowiek, któremu tak bardzo kibicowałaś, jeszcze kiedykolwiek wróci. Czy wygra walkę z samym sobą i znajdzie tę radość, która tak niepostrzeżenie uleciała. To ogromne wyzwanie - odnaleźć moment, w którym straciło się to, co najważniejsze. Być może najważniejsze ze wszystkich i tylko od jego znalezienia zależy to czy zdołamy powrócić. No bo właśnie, każdy wierzy w to, w czym widzi jakiś sens. Och, jak bardzo zabolało mnie serduszko i pociekło kilka pojedyńczych łez. Bo widzisz, uświadomiłam sobie jak bardzo wierzę w to, że stary Gregor wróci i ten jego projekt step by step wypali w stu procentach. Jak bardzo wierzę w to, że będę mieć tę przeszłość w swoich rękach i przypomne sobie jak było kiedyś. Jak bardzo wierzę w to, że on będzie taki jak kiedyś i nie biorę innej opcji pod uwagę. To powoduje, że człowiek na chwilę przestaje oddychać, bo jest przerażony, że rzeczywistość może okazać się inna i to wyobrażenie pęknie jak bańka mydlana. Nie biorę innej opcji pod uwagę. On będzie znów wielki. Wierzę w to. Wierzę, że odnajdzie ten swój moment, który stracił. Będę czekać na ciebie zawsze i zawsze będę twoim kibicem. Pamiętaj o tym. Trzymam kciuki najmocniej jak tylko potrafię, bo wiem, że ci się uda. A przecież jak ja coś wiem, to tak będzie. Przecież moja wiara naprawdę wiele potrafi zdziałać i ty to wiesz. A ja w ciebie wierzę, więc się uda. Och, jakie to będzie piękne opowiadanie.
    PS1. Tylko Didl mógł się pieprznąć w jego nazwisku. I miłość dla tych świnek <3 Didl, my na tobą tęsknimy ziomek. Gdzie jesteś ty i twoje świnki?
    PS2."Poza tym odkąd ze starego składu pozostali tylko oni dwaj… cóż, w jakiś sposób odczuwa, że w kadrze Andi jest ostatnim elementem przeszłości, która w jakiś sposób należała do nich obu." :(((((((( Ja nie wydobędę z siebie żadnego więcej komentarza na ten temat, bo nawet nie wiem co miałabym napisać. Że płacz? Nie, to za mało. Że rozpacz? Za mało. Że tragizm? MAŁO. Tego smutku nie da się ubrać w słowa, nie da się określić żadnym istniejącym słowem.
    UMIESZ.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygadałam się już na tt, więc tutaj tylko powiem: Grzesiek w Twoim wykonaniu, to Grzesiek, którego naprawdę umiem pokochać. Nawet jak jest wredny <3
    Ale sierżant Kofler na motorze za bardzo pobudził moją wyobraźnię na mądre wywody dzisiaj :P Mrauuuu, może mnie skuć i zawieść na posterunek!

    Typiara spod piątki to ja <3
    Tylko mam jakieś dziwne przeczucie, że Elfi może mieć coś z nią wspólnego

    OdpowiedzUsuń
  7. umiesz, umiesz bardzo! ja dziś nie umiem w komentarz i dlatego wbrew własnym mądrościom nie napiszę niczego. wiem, że to by było marne. ale postaram się niebawem nadrobić, a Tobie życzę raz jeszcze - szczęścia, najwięcej, ile tylko się da. całuję Cię i ściskam bardzo mocno. wciąż potrafisz :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w dalszym ciągu nie umiem się ogarnąć, ale czuję się trochę zobowiązana, więc na szybko.
      cieszę się, że udało Ci się to napisać i nawet, gdyby to było najgorsze na świecie (a zdecydowanie nie było), to i tak bardzo bym się cieszyła, bo to jest supersprawa, że się trochę przełamałaś. zdaję sobie sprawę, że po shattered jest już zupełnie inaczej, niż kiedyś. nie chcę powiedzieć, że do tego kiedyś wrócisz. ja do swojego dawnego oblicza sprzed faded nie wróciłam i raczej nigdy nie wrócę. ale inaczej to nie musi być wcale gorzej. wciąż masz talent i wciąż to wszystko w Tobie siedzi, i wierzę, że pewnego dnia znów napadnie Cię jakiś nieskończony strumień weny, który sprawi, że będziesz pisać teksty jeszcze lepsze niż dotąd.
      temat jest dosyć trudny, bo choć bohater w zasadzie nieco oklepany (przepraszam za taki brzydki kolokwializm), to jednak w sytuacji, którą omawiać się może ciężko. trzeba spróbować zrozumieć kogoś takiego, uświadomić sobie chociaż w pewnym stopniu, jaki on własny, samotny dramat przechodzi. bo w rzeczywistości jest w tym rzeczywiście nieco sam, oczywiście, są bliscy obok niego, ale to jest pewna walka z samym sobą i ze słabością, która rodzi się we własnym umyśle. a co gorsza przydarzyło się gregorowi naprawdę. bardzo bym już chciała poznać główną bohaterkę i zobaczyć, jaki będzie miała wpływ na jego życie.
      szkoda mi gregora. tak po ludzku. tak, jak szkoda mi go było w życiu, gdy widziałam co się z nim dzieje, choć zarazem... polubiłam go jakoś bardziej. trochę to głupie, ale on zawsze był taki nie z tego świata, a teraz nagle wyszedł z niego człowiek.
      pogawędzimy sobie więcej na żywo, huehue!

      Usuń
  8. Emilka! Uratowałas ten dzien *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, ze czekalam, wiesz. To, ze sprawilas, ze moja sroda ze znosnej przerodzila sie w wspaniala, wiesz. To, ze sie prawie (tylko dlatego prawie, ze czytalam to w pracy) poplakalam, wiesz. To, ze za Twoja tworczosc w przepasc wskocze, tez juz pewnie wiesz, bo Ci piesni chwalebne w komentarzach wyspiewuje, wynosze na oltarze…



      Dobra, ale do sendna.

      Niewiele jest osob w aktualnym blogowym swiecie, ktore potrafia konsekwetnie kreowac prawdziwy kasliwy charakter w swoich historiach. Twoj Gregor jednak taki jest od poczatku jego pojawienia sie w shattered, az po unsteady (swoja droga, czy juz Ci wspominalam ze Twoj gust muzyczny jest zgodny z moim i ze shattered i unsteady to kawalki w moim top 10?). Jest zdystansowany do swiata, wredny, kasliwy i wybuchowy, a przy tym tak prawdziwy.
      Uwielbiam też skrajnych bohaterow, stojacych nad przepascia, chcacych skoczyc. Uwielbiam ludzi, ktorym swiat sie wali na glowe. I mozna nazwac mnie glabem, bo co tutaj do uwielbienia, ale ja kocham patrzec na to, jak w koncu podnosza sie z kolan I zaczynaja zyc. Nadzieja, ze jutro bedzie lepiej. Z wiara, ze kazde zawirowania zyciowe sa po cos, maja jakis glebszy sens.

      Usuń
    2. Czy ja pominęłam gdzieś powód rozstania Gregora i Sandry? Był w Shattered? Nie doczytałam? Bo albo jeszcze go nie ujawniłaś, albo po prostu nie przypominam sobie, co z tą dwójką się stało.
      Gregorowa frustracja gdy znalazł ten kubek była bezbłędna. I przede wszystkim sprowadziła nam Andreasa.Masz to do siebie, że dzięki Twoim historiom dowiaduję się coraz więcej o skoczach - bo w ich prywatnym świecie jestem totalnym laikiem, moją miłością zawsze darzyłam siatkarzy, którym przez kilka lat poświęciłam parę opowiadań. We wcześniejszym opowiadaniu dowiedziałam się o niewiernym Morgim, a tu znowu zaskoczyłaś mnie Koflerem. Nie wiedziałam, że jest policjantem, ale wujek google z ciocią wikipedią szybko mnie olśniły.

      Wierzę, że odnalazłaś już chęć i zapał do opowiadań i będziemy mogli coraz częściej czytać coś, co jest twojego autorstwa <3

      Usuń
  9. Przecudowny rozdział! Od razu pokochałam Twój styl pisania, bo jest jak z książki i to nie byle jakiej. Z niecierpliwością czekam na kolejne :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zacznę od tego, że niesamowicie cieszę się, że w końcu się przełamałaś i napisałaś jedynkę na Grzesia. Cieszę się także że podlinkowałaś do niej tak cudowną piosenkę, od razu mówię, że ją kradnę i dodaję do swojej playlisty. Cud!
    Ale nie o piosenkach tu chciałam mówić.
    Więc, UMIESZ. I proszę mi tu nie narzekać, bo rozdział wyszedł Ci sztosikowy, jestem totalnie zachwycona i przysięgam, że przeczytałam jednym tchem i z wypiekami na twarzy. Klasa sama w sobie!
    Osoba Koflera skradła moje serduszko. Jeden, Koflero policjant to jest ktoś, kogo zdecydowanie chciałabym zobaczyć (to nic, że po chwili umarłabym z nadmiaru piękna). Po drugie, jednak trochę mi smutno, bo uświadomiłam sobie, jak bardzo za nim tęsknię. Na szczęście dużo go w tym rozdziale! Przykro, że w sumie olał Gregora po tym, jak ten drugi odpuścił skoki, ale pewnie miał swoje zmartwienia i problemy związane z własnym kiepskim sezonem. Po co dodatkowo przejmować się - jakby nie patrzyć - rywalem, kimś, komu też nie idzie, kto się na ciebie przy okazji wydrze.
    No ale Didl pamiętał. Ale to mnie w sumie nie dziwi, w końcu jest takim kochanym prosiaczkiem ;333
    Co do samego Gregora, kocham jego przesiąknięta ironią i dumą postać. I wiem, że ta historia będzie piekielnie dobra, perfekcyjna w każdym calu i chwytająca za serduszko. Już raz pokazałaś nam, jak świetnie piszesz o pogubionych sportowcach i wierzę, że tym razem będzie tak samo. Gregor generalnie jest w bardzo ciekawym (okej, może niekoniecznie dla niego) punkcie życia, kiedy tak naprawdę dostrzega tylko to, co stracił, a nie to co ma i co przed nim. Pewnie, przeszłość ma ogromny wpływ na dalsze życie (ps. uwielbiam ten motyw, nawijałam nawet o tym na maturze ustnej), ale też nie można trzymać się jej tak kurczowo. Cóż, łatwo przegapić życie ciągle patrząc wstecz. Poza tym niezmiernie ciekawi mnie, co stało się między nim a Sandrą, że na rzeczy zostawione przez nią reaguje tak alergicznie. Ale jeśli za każdym razem Gregor, myśląc o Sandrze, będzie łamał prawo i dzielny stróż prawa, sierżant Kofler będzie mu wypisywał mandaciki to nie mam nic przeciwko niszczeniu kolejnych pamiątek XD
    Okej, żal mi tego komentarza. Ale wiedz, Ems, że bardzo KC i wciąż piszesz najnajnajnajlepiej w blogspotach! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć, Emsik.
    Chciałam Ci tylko powiedzieć, że bardzo cieszę się, że w końcu udało Ci się napisać jedynkę. Wiem, że dużo Cię to kosztowało, dlatego jestem z Ciebie bardzo dumna, że pokonałaś te wszystkie przeciwności i wróciłaś do nas z Gregsim. Tym bardziej, że nadal zachwycasz słowem i nie straciłaś ani krztyny z tej lekkości, z jaką napisałaś Shattered i tutejszy prolog.
    I... Kurczę, bardzo bym chciała napisać coś sensownego. Pochwalić Cię za to, jak kreujesz głównego bohatera, jak wkładasz mu w usta słowa, które wydają się być odpowiednie i niesamowicie pasującego do niego i jego charakteru. Jak realistycznie opisujesz jego uczucia, od rozgoryczenia, przez żal, złość, do rozbawienia.
    Bardzo dużo rzeczy chciałabym Ci napisać, ale nie potrafię. Wiesz dlaczego. Ale nie potrafiłam nie odezwać się pod rozdziałem nawet słowem, bo zasługujesz na to, żeby wiedzieć, że od zawsze kocham i podziwiam Twój styl i - po co kłamać - był czas, kiedy odrobinę się na Tobie wzorowałam, nim udało mi się wypracować (tak mi się zdaje) mój własny.
    Także dużo, dużo weny, inspiracji i cierpliwości, bo wierzę, że z nimi uda Ci się stworzyć naprawdę fenomenalną historię na miarę Shattered. Trzymam za to kciuki i ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, wielbię i wrócę <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham, kocham to, ty wiesz <3
      W każdą swoją dużą opowieść zawsze wkładasz 100% siebie, nie robisz nic na siłę, na pokaz, po prostu robisz naprawdę ciężką rzecz, wchodzisz w ten świat zakładasz te buty i tworzysz najbardziej realistyczne postacie, o jakich mogę czytać. Mam wrażenie, że dobrze ich znam, są tuż za rogiem, że to uż nawet nie fikcja. Tutaj jest tak samo, Gregor taki rzeczywisty Gregor, ze wszystkimi swoimi myślami, zachowaniami, tym sposobem myslenia, a przede wszystkim tekstami. Chociaż powiem ci, że niemal Andi na swojej maszynie ukradł całe show, oh, no dobra, ukradł z całą pewnością, ale to dobrze, że był tą iskrierką, małym płomyczkiem radości w całej dupnej papce i marazmie w jaki popadł pan G. Po prostu przylazł i walną płotkiem w głowę tego płotka. To jest jego trudny czas, sam na pewno z tym sobie nie poradzi tutaj.
      Zostaję i czekam, na następny rozdział i ślub.

      Usuń
  13. Kocham tą historię <3 I chociaż jest dla mnie wyciskaczem łez to ją kocham. Tak jak Gregora <3 Już po samym prologu wiedziałam,że to będzie cudo, ale 1 rozdział, kompletnie mnie rozwalił. To jest genialne! Opisujesz wszystko tak realistycznie, tak emocjonalnie, tak prawdziwie. I jak sobie pomyślę, że Gregor rzeczywiście mógł się wtedy tak czuć, tak zachowywać, tak myśleć to...jedna paczka chusteczek to zdecydowanie za mało! Ale i ogromny kamień z serca,że to już za nim i że małymi krokami idzie do przodu <3 Chociaż sezon się kończy, mam nadzieję, że weny na pisanie kolejnych rozdziałów Ci nie zabraknie, bo ja bez tej historii już żyć nie mogę :) Tak więc dużo weny i inspiracji. Uwielbiam :*
    P.S. A piosenka "Unsteady" rozwala mnie tak samo jak całe opowiadanie. Idę po chusteczki...

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj Gregory, Gregory, wytłumacz ty mi chłopie ten fenomen Ems, że jak cię nie znoszę w rzeczywistości, tak tutaj kocham Cię nad życie! Ja tego nie potrafię rozgryźć już od kilku lat. Bo w sumie jesteś tutaj tak cholernie prawdziwy i ja to doskonale dostrzegam oraz doceniam, a jednak widzę w tobie człowieka, prawdziwego faceta z krwi i kości, który tak boleśnie się poharatał (nie tylko fizycznie, ale chyba przede wszystkim mentalnie) a nie tego zarozumiałego bubka, czy jedno wielkie chodzące wspomnienio-uprzedzenie. Zazwyczaj nie umiem rozdzielać fikcyjnych postaci od tych ludźków, których mam w swojej wyobraźni, jak kogoś nie znoszę, to choćby nie wiadomo jak świetnie był wykreowany, nie dam rady się przekonać, a tutaj... Kim jesteś i co ze mną robisz? :P I chociaż mówimy o Gregu, to jednak podoba mi się to, że umiem spojrzeć na niego takim przychylnym czy wręcz zaserduszkowanym okiem chociaż tutaj. Chyba po prostu przywykłam, że kocham tego Twojego Grega, Ems, i dobrze mi z tym. Choć czasem wciąż wstyd, bo to jednak i znienawidzony naród i znienawidzony zawodnik.
    No dobrze, koniec już tych wywodów o mnie i Gregu, przejdźmy do samego Grega. Twojego Grega! Który przyznam nieco mnie zaskoczył. Jakoś nieszczególnie interesuję się prywatnym życiem skoczków, a już w szczególności Autów (najszczególniej Gregora :P) więc tak naprawdę jedynie obiło mi się o uszy, że on i Sandra się rozstali, ale nigdy nie próbowałam wnikać w szczegóły, nie zastanawiałam się: kiedy?, jak?, dlaczego? I jak mogło to wpłynąć na Grega. Jakby Greg był taką maszynką tylko skupioną na sporcie i nic więcej w jego życiu nie było istotne. Dlatego tutaj też chyba bardziej się spodziewałam rozterek około skocznych, rozdrapywania tego jego JA, a tu nagle takie wielkie bum i tak naprawdę widzę zwyczajnego faceta, który przeżywa rozstanie z dziewczyną. Chyba mnie to wgniotło w fotel, bo to takie zwyczajne. Brutalna rzeczywistość każdego człowieka, a Greg to nigdy nie był zwykły człowiek. Greg ty masz uczucia nie związane ze sportem i swoim własnym, medialnym ja?! Zszokowało mnie to odkrycie.
    Dobra, bo znów wjechałam z hejtem na gościa, którego mam w głowie, a prawda jest taka, że ten z opowiadania chwyta mnie za serducho swoim jestestwem. Już pierwsza scena mnie rozwaliła na kawałki i zrobiła istny rollercoaster z moich uczuć, bo oczywiście, że mi było go szkoda. Chłopak który sięgał nieba - dosłownie i w przenośni - nagle musi walczyć ze samym sobą, żeby wstać z łóżka. Taka najprostsza, najgłupsza rzecz (chyba ze jest przed 10 rano :P) a jego skłania do najtrudniejszych przemyśleń i stanowi nie lada wyzwanie. Ale też nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu przy tej rozmowie z mamą. Może to nie była radość, raczej takie awwwww, słodkie, bo choćby nie wiadomo jak się złościł i próbował odciąć, chociaż był już zmęczony skakaniem wkoło niego, to jednak gdzieś tam głęboko umiał docenić troskę mamy. Mimo iż teraz tak pragnął samotności i spokoju, to jednak wiedział, że ten poprzedni miesiąc potrzebował opieki najbliższych. Podobało mi się to i cieszę się, że umieściłaś ten telefon, że skontrastowałaś tego samodzielnego, muszącego radzić sobie z życiem w pojedynkę dorosłego faceta z chłopakiem, który ma kochającą mamę i mimo różnych niedogodności i pragnień ucieczki, wie że to jednak wyjątkowo ważna osoba w jego życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle ten początek mamy taki właśnie jak się spodziewałam. Mamy Grega, Grega pod każdym możliwym kątem. Idealnie opisany, wyrywający serducho przez wspomnienie jak nagle, tak po prostu jego życie runęło. Mamy wypadek i pierwsze, z takim trudem stawiane kroczki. Kocham jak wchodzisz do głów tym poharatanym przez los sportowcom, bo robisz to po prostu perfekcyjnie. Zarówno pod względem stylistycznym, jak i psychologicznym. Mam wrażenie, że to wszystko naprawdę działo się wówczas w jego głowie (w głowie tego prawdziwego Grega, który w jednej chwili stracił wszystko). Tylko chyba nawet on nie umie dokładnie tej chwili wyłowić. Wówczas po raz pierwszy pojawia się sygnał, że może chodzić o sprawy stricte prywatne: „Czy to było tamtego wrześniowego wieczora, gdy wśród tych samych ścian padło wiele zbyt gorzkich słów?” ale przyznaję, że za pierwszym razem jakoś tego nie wyłapałam. Cały czas skupiamy się przecież na Gregu. Nie do końca chyba umiem wytłumaczyć o co mi chodzi, bo tak, jest w tym trochę moich uprzedzeń i poczucia tego jego zapatrzenia w siebie. On jest zawsze najważniejszy!
      Dlatego tak mną wstrząsnęła ta scena z kubkiem. To nagle pojawienie się Sandry. Nie dosłownie i niby nie w jakiś szczególny sposób, ale po prostu nagle to ona stała się centrum, stała się bodzcem,kierującym poczynaniami Gregora. Uderzyło to we mnie. Ta myśl, że skoro po takim czasie jeden kubek wywołał w nim tak silne uczucia, skłonił do takich czynów, to co musiało być wcześniej? Nagle te wszystkie działania, uczucia, myśli, wszystko co wcześniej brałam przez pryzmat jedynie samego Grega, jego uczuć i myśli niezwiązanych z jakąkolwiek inną osobą, stanęło pod znakiem zapytania. Bo co jeśli kierował nim ten sam ból i złość po rozstaniu, które zmusiły go do wywalenia tego kubka?
      O rany! Te słoweńskie zarazki to chyba od Szufli dostałam, bo mi mózg zeżarło, a ten komentarz jest tego najlepszym dowodem. Możemy udawać, że napisałam tam tylko, że Greg jest kochany w Twoim wydaniu i uwielbiam, jak wchodzisz do jego głowy??? Bo w innych zdaniach, to chyba sama siebie nie rozumiem :(
      Hehheeee, a teraz uwaga, bo jeszcze zacznę piszczeć na pana sierżanta i już skompromituję się na wieki wieków ammann.
      Bo kubek poleciał, Greg uroczo udawał, że to nie on, ale moje opowiadaniowe JA (czyli typiara spod piątki... haaaaa, może ona, tak jak ja, po prostu chciała się klawym kucem przejechać???) doskonale wiedziała kto jest tym, rzucającym naczyniami wandalem i wezwało pana sierżanta.
      A pan sierżant jest kochany, ale przede wszystkim chociaż troszeczkę wyciągnął na wierzch tego starego, wrednego Grega. Grega z ciętym jęzorem, Grega, który niby nie jest w siebie zapatrzony, niby chciał spokoju i w ogóle, ale ma pretensje do pana sierżanta, że ten mu ten spokój dał. Takkkk, Grzesiu, tęskniłam za Tobą, bufonie!

      Usuń
    2. To teraz za namową Małsika powiem – Greg ty mendo :P
      BTW kocham tę 'rozmowę' kiedy Kofler próbuje pogadać na poważnie,a Greg mu śniadanie proponuje. 'Naleśniora zjesz?' - Ja zjem, od wczoraj mi chodzą po głowie.
      No ale ok, jadę po Gregu, wypominam mu bycie wrednym, zapatrzonym w siebie pajacem i w ogóle, ale przyznaję – tęskniłam za tym wrednym, pyskatym bufonem. Szczególnie w zestawieniu z takim ciepłym, kochanym, ale też umiejącym fuknąć i wbić szpilę Koflero. Dobrze widzieć, że chociaż się pogubił i jeszcze nie umie odnaleźć (nawet w lustrze) tamtego gościa, to pewne cechy mimowolnie wyłażą na wierzch w starciu z kimś z przeszłości.
      No i w pełni zgadzam się (bodajże) ze Stellą, która słusznie zauważyła, że oni w tej autowej kadrze (przynajmniej tej starszej) są kumplami ale nie przyjaciółmi i doskonale to pokazujesz. Sposób rozmowy Gregor i Andreasa, czy wspomnienie o Didlu i piepr*onym Morgensternie było właśnie tego idealnym przykładem. Nie ćwierkają, nie piją sobie z dziubków jak Niemcy czy niektóre ówczesne Auty, tylko raczej sobie porządnie przywalą w ramach podniesienia na duchu. Podoba mi się to! Niemal tak, jak mądrość i szczerość Andiego. Kocham to zdanie: „Cierpliwości, Schlierenzauer. Zawsze ci jej brakowało.” Znalazłabym jeszcze kilka przywar, których Gregowi zawsze brakowało, ale faktycznie cierpliwość jest wśród nich jedna z ważniejszych.
      A teraz uwaga, bo pada moje najukochańsze, najbardziej hotogenne zdanie: „Klawego masz kuca, sierżancie. Dasz się kiedyś nim przyjechać?” Chyba po twitterze zdążyłaś zauważyć, że stało się ono wręcz kultowe :P Sorry sierżańcie, ale już się od klawego kuca nie uwolnisz <3 Moja wyobraźnia zagalopowała za daleko! I ja cię znajdę i mnie nim przewieziesz! Obiecuję ci to!
      No i na koniec to lekko niezręczne zaproszenie na ślub. W sumie Andi jest w takim wieku, że aż dziw że tak długo z tym zwlekał, a z drugiej strony... jakoś tak dziwnie mi z wyobrażeniem zaobrączkowanego Koflero.
      Ok, kończę ten blamaż! Mam nadzieję, że tą drugą częścią trochę zmazałam tę porażkę części pierwszej. Nie oszukujmy się, dowalanie Gregowi wychodzi mi o niebo lepiej niż próba litowania się nad nim. To zbyt nienaturalne dla mnie. Nie, Greg i ja to dokładnie takie Greg i Rita :P Burzliwy romans :P
      Już się zamykam, naprawdę. Po prostu czekam na więcej Grzesia i obiecuję napisać wówczas coś mądrzejszego. No i nie zwlekać tak długo.
      Kocham Was, Emsik. Ciebie i TWOJEGO Grzesia <3

      Usuń